Barbet Travel: Tronchy cz. II

barbet Barbet Travel: Tronchy cz. IIOczywiście bez pływania nie ma wypoczynku. To byłyby naprawdę zmarnowane wakacje, gdyby Barbet chociaż raz dziennie nie popływał za aportem. Dwa lata temu w Tronchy jako niesamowita pływaczka objawiła nam sie nasza Georgia. A w tym…. no cóż. ILA najpierw biegała wzdłuż brzegu patrząc na odpływającą w dal mamę, potem weszła do wody i zaczęła lekko bić łapą w nią łapą, oczekując że w jakiś magiczny sposób piłka przypłynie do niej sama, potem  cichy pisk i ruszyła po raz pierwszy w życiu na głęboką wodę…potem kilka lekcji z mamą po czym ILA zaczęła pływać tak że Georgia nie mogła za nią nadążyć. Musielismy rzucać im dwa aporty, bo w płynięciu do jednego ILA po prostu była bezkonkurencyjna.  Gdy odwiedziła nas Elaine (hodowczyni Georgii) i Anne (z Nelum Himalis) wraz z małą Iabado i Vennie, zaczęliśmy wszystkim psom robić zdjęcia, po 20 minutach zabawy, dotarło do nas że ILA nawet nie wychodzi z wody na chwilę, tylko pływa, pływa i pływa. I tak ILA dostała od Anne nową ksywkę – Submarine 😉

 

 

Barbet Travel: Tronchy

barbet Barbet Travel: TronchyPo raz kolejny Barbety pojechały na wakacje z biurem turystycznym Barbet Travel. Pięć gwiazdek/all inclusive. Na miejscu obsługa zapewniała: smaczne posiłki w formie stołu szwedzkiego, napoje na zawołanie i wieczorne SPA (drapanie za uchem). Przewóz w komfortowych warunkach, oczywiście organizowało biuro turystyczne, które na miejscu dbało o to, żeby Barbetom się nie nudziło. W programie wakacji było kilkanaście wycieczek oraz szeroki program „animacyjny” (aportowanie). Do tego odwiedziny interesujących gości. Degustacje lokalnej kuchni, całodobowy bar z przekąskami. Basen bezpłatnie, długa trawiasta plaża na wyłączność.

Zdjęcia

PS. czyż to nie luksus jeździć na wakacje z własnym kucharzem? 🙂

Wiosenne wodowanie

barbet Wiosenne wodowanieW przerwie między wystawami, pora na prawdziwe przyjemności. A żeby było przyjemnie wystarczy woda i coś do aportowania.  Dziś wypad był w miarę krótki, tylko jakieś pięćdziesiąt aportowań z wody. Właściwie to nic ciekawego, byle do wody, złapać aport wrócić i tak do upadłego.

Barbety w lesie

barbet Barbety w lesieSezon na długie spacery z Barbetami uważamy za otwarty. Na początek mniej więcej 15 kilometrów po znanych nam już terenach…ale po raz pierwszy z trójką kudłaczy. Kudłacze jak to one mają w zwyczaju różnie zapatrują się na takie wycieczki.  Jeśli chodzi o Arguta, ten już po dwóch kilometrach zaczął robić maślane oczy i zmęczonym spojrzeniem próbował przekazać nam do wiadomości, że lepiej by było żeby ktoś go poniósł.  Znamy Arguta na tyle dobrze, że wiemy doskonale kiedy udaje (a potrafi czasem zaskoczyć, np. udając że tej jest szczenny i potrzebuje więcej jedzenia). Jednak, zawsze jest coś co Arguta zdradza – i tym razem nie było inaczej,  gdziekolwiek Argut spotykał na swojej drodze ludzi, tylekroć nagle robił się żwawy i chętny do zabawy, podobnie na chwile odzyskiwał rezon, gdy trzeba było dać do zrozumienia światu, do kogo las należy. Zupełnie przypadkowo, na jakieś dwa kilometry przed końcem, padło słowo-klucz „cheeseburger”, które jednoznacznie kojarzy się mu z niesamowitą nagrodą  i Argut wystartował jak nakręcony, ciągnąc nas do samochodu. Georgia jak to Georgia, nastrój melancholijny – nieważne gdzie i po co, ważne ze z Panią, której nie odstępuje dalej niż na kilka metrów.  Do tego po drodze, trochę miejsc do paplania się w błocie, więc w sumie bardzo udany dzień, no może poza tym, że nie było aportowania. Najmłodsza ILA, od pewnego czasu mająca pseudonim „Rambo”, niezmordowanie prowadziła naszą grupę jak rasowy zwiadowca. Wysforowanie na dziesięć metrów do przodu, sprawdzenie terenu poczekanie aż stado dołączy i znowu odskok. Do tego ILA opracowała sonar ostrzegawczo-zaczepny i mniej więcej co pięćset metrów, przystawała by raz głośno szczeknąć, potem nasłuch i można iść dalej. Po takiej dawce ruchu Barbety zapadły w kilkunastogodzinny sen, właściwie to z małymi przerwami wciąż śpią 😉 .