Barboucles sur Meuse SADE Nova

barbet Barboucles sur Meuse SADE Nova

Ten (jeszcze) mały brązowy brzdąc to SADE z hodowli Barboucles sur Meuse. Oczywiście SADE to jedna z pociech naszego ARGO z ostatniego miotu z BISOU. SADE mieszka w Venloo u Helmie i Jos’a, kótrzy zaprosili nas na pyszny obiad w czasie naszego pobytu w Holandii. Był to jedyny słoneczny i ciepły dzień w czasie całej naszej wyprawy, toteż jak tylko się rozjaśniło, chwyciliśmy za aparaty fotograficzne. A SADE jest….zresztą widać 🙂

barbet Barboucles sur Meuse SADE Nova

Nowy sprzęt

barbet Nowy sprzęt

Dzisiaj dostaliśmy (a właściwie Barbety dostały) nowe szelki, ręcznie robione, na wymiar według naszego pomysłu. Nasze “guardy” są przepiękne i leżą jak ulał, do tego mocne i solidne, z dodatkowym odblaskiem na szyi. Teraz Barbety są już gotowe na wiosenne wędrówki..tylko wiosny nie widać. Barbety dziękują Dog Style za nowy sprzęt 🙂

Śnieg

barbet ŚniegW lutowe zimne dni Barbet może spokojnie grzać się w domu, w ciszy i spokoju, czekając na lepszą pogodę. O nie ! To stanowczo nie po Barbetowemu. Przecież  ktoś zadał sobie tyle trudu żeby nawieźć tony śniegu na trawniki, należy to docenić.

Konieczne trzeba się w nim wytarzać, przemoknąć do suchej nitki, ubrudzić co nie miara, zakopać w największej zaspie i wrócić do domu z kilogramem bonusowego śniegu na sobie, gdzie już na progu Barbeta ogarnia niepowstrzymane uczucie bliskości do człowieka, które akurat teraz eksplodowało z podwójną siłą…no i nie ma wyjścia – trzeba się poprzytulać.

Gdzie diabeł nie może tam GEORGIĘ pośle.

Gdzie diabeł nie może tam GEORGIĘ pośle. Ten mały psotnik to najcwańszy pies w okolicy, dokonuje czynów, które nieraz wymagają od nas detektywistycznych umiejętności w rekonstruowaniu biegu wydarzeń, niektóre do dziś opatrzone są klauzulą „z archiwum X”. Gdy przyjechała – trafiła do domu brązowego siłacza, więc musiała się nadrabiać sprytem. Na dodatek jest mniej więcej trzy razy szybsza od brązowego, gdy zaszeleści torebka, gdy w misce ląduje jedzenie, GEORGIA już czeka, podczas gdy ARGO dopiero opuszcza bloki startowe. Do tego w wyjątkowych sytuacjach gdy ARGO jest pierwszy na mecie, GEORGIA jakoś tak się ulokuje w kolejce, że zawsze jest i tak przed nim. Kiedyś myśleliśmy, że ARGO bez problemu otwierający wszelkiego rodzaju drzwi, szafy i plastikowe opakowania (bez śladów) to zdolniacha, GEORGIA wyprowadziła nas z błędu. Na przykład – po co brązowy kolego jęczeć do makaronu, który został wysoko w zlewie, nie prościej – po prostu dosunąć sobie krzesełko i po sąsiedniej szafce dostać się do łupu?  Do jazdy w samochodzie, mieliśmy specjalną przegródkę by psy nie przechodziły do przodu…ARGO nie wygrał przez dwa lata, GEORGII temat zajął jakieś trzydzieści sekund, kilka dni później otworzyła od środka metalową klatkę, w której siedziała wraz z ARGO, stąd pierwszy pseudonim bojowy “prison break”. GEORGIĘ wybieraliśmy, jako psa do pracy, jest niezwykle posłuszna i skoncentrowana na pracy z przewodnikiem. Do tego jest niezmordowana, trzeciego dnia szkolenia myśliwskiego, kiedy wszystkie psy pokładały się ze zmęczenia, po GOERGII nie widać było śladu zmęczeni…sędzia nadał jej wtedy kolejny przydomek “duracell”.

barbet Gdzie diabeł nie może tam GEORGIĘ pośle.

Życie GEORGII to aport, aport i jeszcze raz aport, gdy GEORGIA aportuje ARGO jest bez szans…jeszcze nigdy nie udało mu się być szybszym od małego diabła, a czasem specjalnie by dać mu fory aport ląduje mu pod łapami. To na nic – ten złośnik albo wpadnie na niego z całym impetem, albo tak będzie przeszkadzał, że brązowy w końcu aport straci. GEORGIA aportuje zawsze i wszędzie, gdy wychodzi na dwór sama pamięta o konieczności posiadania aportu, więc otwiera szafę i melduje się gotowa do wyjścia z aportem w pysku. Największy błąd, jaki można popełnić, to rzucić aport w niedostępną gęstwinę…godzina z głowy murowana.  Lubi dużo gadać, najwięcej do powiedzenia ma, gdy widzi, że brązowy jest gotowy do wyjścia a ona nie (nagrania w trakcie).  Śpi wyłącznie w miejscach, w których ma coś nad głową.  GEORGIA jest wszystkożerna (tzn. wszystko i w dowolnych ilościach). Szybka nauczyła brązowego, że jedzenie to najgorsza pora na filozofowanie. Bo kiedy raz podniesiesz głowę znad miski, to może już w niej nic nie zostać. Kiedyś wykorzystując małe zamieszanie w domu, przeciągnęła piętnasto-kilogramowy worek karmy na balkon, (bo tam była cisza i spokój) zadenuncjował ją oczywiście mało rozgarnięty brązowy, po zważeniu worka wyszło na to, że w przeciągu około pięciu minut ubyło cztery kilogramy. GEORGIA promuje postawy proekologiczne, zawsze zgłaszając się na ochotnika do wstępnego mycia naczyń w zmywarce.

W przeciwieństwie do brązowego, GEORGIA nie ma motta życiowego ale zawsze zadaje sobie jedno bardzo ważne pytanie egzystencjalne…GDZIE JEST APORT?!!

ARGO, czyli coco jambo i do przodu

barbet ARGO, czyli coco jambo i do przoduARGO to niekwestionowana gwiazda naszego tandemu w składzie „ARGO i ta czarna”, odważny i nadmiernie wylewny z łatwością zdobywa serca napotkanych ludzi. Raz pogłaskany/zaczepiony/zagadany już nie odpuści. (liczy się oczywiście również rozmowa przez telefon komórkowy z zupełnie obcą osobą – w końcu jak ktoś idzie i coś mówi, to oczywiste, że do Barbeta) Od teraz do końca audiencji, albo będzie kładł swoje łapy na Twoich kolanach albo podrzucał Ci swoją głową ręce do góry – doceń to – Barbet w swojej łaskawości daje się pogłaskać. Lubi się polenić, do pracy a owszem ale z umiarem, no chyba, że degustacja. ARGO ma wyjątkowo dobry węch (chwalony na szkoleniach), więc po wyjściu z domu, wchodzi w tryb „szukaj” i często zamyka się w swoim świecie zapachów i doznań, chodząc z nosem przy ziemi potrafi nie zauważyć.. drzewa. Chętnie aportuje, ale łatwo się dekoncentruje, jak powiedział nam behawiorysta – ARGO ma ten problem, że cieszy się ze wszystkiego… o trawa jest zielona, tu mleczyk, tam motylek taki „wesoły Romek”. Lubi skakać na agility. Bardzo silny i cwany, nie było jeszcze psa, którego by nie dogonił (metoda na zasadzkę), ani takiego, który by wygrał tradycyjne kotłowanie się, jedynie rodzonemu bratu – AMONOWI, przyznajemy remis, zapasy trwały osiem godzin. Labradory kładzie małym palcem. Jeszcze, jako małe szczenię wyzwał na pojedynek zabawowy sznaucerkę olbrzymią przechodzącą pięćdziesiąt metrów dalej, niestety mały ARGO nie wiedział, co to jest perspektywa i po tym jak mały czarny piesek urósł do rozmiarów, które przysłoniły niebo, siedzący jak zamurowany kudłacz z wrażenia spadł z krawężnika na plecy. Na wystawie gwiazda pierwszej wielkości, takiego ruchu jak on, nie ma nikt. Starania ARGO o zachowanie perfekcyjnego wyglądu, są powszechnie doceniane nawet za wielką wodą, gdzie jego podobizna zdobi wystawowe stoiska Amerykańskiego Klubu Barbeta. Bardzo dobrze rozumie potrzeby ludzi – „powinieneś być na diecie, poświęcę się i zjem za Ciebie” albo „już się dzisiaj wystarczająco dużo uczyłeś – jesteś zmęczony, położę Ci się na książkach i notatkach”. Wolnych chwilach ćwiczy jogę. Tańczy i stepuje w swoim stylu znanym, jako „happy feet”. Tworzy zręby własnego systemu filozoficznego zwanego barbeizmem, drugim wybitnym myślicielem barbeizmu jest bratnia dusza FINLEY ps. „dziecina”.

Motto życiowe – coco jambo i do przodu !!!

Ojciec czternaściorga…ale nie widać żeby był przytłoczony. W przyszłości chce zostać wizytatorem zakładów mięsnych. Zakłady mięsne mogą wysyłać oferty na nasz mail.